piątek, 10 stycznia 2014

71.




Dziewczyny jesteście wspaniałe!
 
Przygotowuję się do wyjazdu, wolne chwile poświęcam już tylko na to co lubię.  Tak trafiłam na blog wełniane myśli

potem do mimochodem, a stamtąd na film, który chcę oglądać codziennie.





To jedna z piękniejszych relacji z robótkowego spotkania.
 

czwartek, 9 stycznia 2014

70.




Dívám se na statistiky blogu a vidím, že mám mnoho čtenářů z Čech.
 Zdravím Vás srdečně!

Mnoho let jsem žila v Praze,ale stydím se psat v češtině.
Čtu české knihy a dívatm se na českou televize, ale bohužel ted nemluvím česky vůbec.Pokud chcete, můžete psat komentáře v češtině. Na blogu je moderování tak se netrapte, že se komentáře  neobjevi okamzite.Me odpovedi urcite budou obsahovat chyby, ale  mi přinesou hodně radosti.


środa, 8 stycznia 2014

69.



W fejsbookowej grupie Fiber Artists and Yarn Spinners pojawiło się wczoraj przecudne i przezabawne urządzenie. Nie znałam go dotąd! W żadnej z książek, jakie czytałam o przędzeniu nie prezentowano go.  Nikt też mi o nim wcześniej nie wspominał, pewnie dlatego moja radość tak wielka. Urządzonko nazywa się  kick spindle albo kick wheel.

Jestem tym cudem zachwycona. Pokazałam je natychmiast  w polskiej grupie prządek i zachowuję tu, dla pamięci. Może zachwyci i Was.


 www.trueceations.biz


Przyznaję, i mówię to zresztą nie od dziś, jestem zwolenniczką współczesnych kołowrotków. Rozczulają mnie staruszki, ale na pewno nie uprzędłabym na nich tylu kilometrów wełen, co na moich ashfordach i majce. Kilka starych modeli udało mi się powrócić do życia -  z wielką radością zresztą, ale  nie skradłyby mojego serca na dłużej. I nie mówię o kołowrotkach mających 35 lat, ale takich pod setkę. W zasadzie każdy z nich miał swoje bolączki i mocne ograniczenia. Kiedy się wie, co trzeba robić, to oczywiście żaden problem. Ale kiedy stawia się pierwsze kroki i kompletnie nie rozumie jak ustawienie naciągu i przełożenia wpływa na przędzioną nitkę, to fanaberie „ staruszków”  dla wielu mo być nie do przejścia.

Kick spindle wydaje się rewelacyjną alternatywą dla drogich kołowrotków. Można go zrobić samemu, choć parę zgrabnych i precyzyjnych dziurek trzeba wywiercić. Wiele modeli ma wbudowane małe łożysko, które zapewne przekłada się na komfort pracy.  Znam je od wczoraj, ale szkice konstrukcyjne  powstały.  Jak się domyślacie, nie mogę się przeprowadzić do Warszawy bez kick spindla… łożyskowanego rzecz jasna. Jestem ogromnie ciekawa jak się na nim pracuje i nie omieszkam Wam o tym napisać.
 

sobota, 4 stycznia 2014

68.





Unikam podsumowań i składania obietnic, ale jak czytam swoje wpisy, widzę, że nie do końca mi się ta sztuka udaje.

W 2013 miało być więcej udziergów i więcej wpisów. Miał być ciekawy cykl pod hasłem Przędzalnia. Pary starczyło na trzy części… i pozostawię to bez komentarza. Bohaterem miała być ręcznie przędziona wełna… i była. Tyle, że nie na blogu.

Statystyki pokazują, że lubicie do mnie zaglądać bez względu na częstotliwość postów. Dziękuję Wytrwałym! Kibicom, Znajomym i  Przyjaciołom.


Czas dzieliłam między poszukiwania miejsc, w których mogłabym pokazać swoje rzeczy tu, na miejscu, naukę tkania i podróże do Polski. Niewiele zrobiłam dla siebie, choć wyjątkowo dużo dla innych. Myślę, że udało mi się wyrwać z niewoli „ grzecznych sweterków” i że nie otarłam się o śmieszność ( ot, choćby taką, oglądaną niedawno w pewnej telewizji). Wiele przede mną.

Nie zamieszczałam zdjęć większości swoich prac. Powodów było kilka. Po pierwsze zrobienie czegoś ożywczego w dzianinie kosztuje sporo wysiłku. Wiele, jeśli nie wszystko, zostało powiedziane. Po drugie, nasze blogi są namiętnie monitorowane przez tych, którzy inspiracji szukają. Jedni przyznają się do tego wprost, inni udają, że nie widzieli, nie słyszeli no i w ogóle są zarobieni, a podobieństwa biorą się, jak dzieci, z kapusty.

Nie żebym była nie wiadomo kto … ja wiem, znam swoje miejsce. Jeśli mam pracować to jednak wolę na siebie :)

Po trzecie, świat jest kolorowy i lubi różnorodność. Od czasu do czasu trzeba inaczej.


Nieodmiennie uwielbiam zaglądać do Was i czytać, co macie do powiedzenia. Jednego jestem pewna. W nowym roku to się nie zmieni, choć może się okazać, że moich komentarzy nie znajdziecie nawet u mnie samej. Rzucam się w wir pracy, spotkań i mam nadzieję wielu przegadanych do bólu godzin. Wszystko za sprawą podróży. Przyniosły nieoczekiwany zwrot i od lutego „ Fanaberia będzie w delegacji”. Ponownie stanę w rozkroku. Tym razem głową i ciałem w Warszawie, a sercem w Normandii. Zarzekałam się, że już tego nie zrobię, ale nie bądźmy drobiazgowi. Jedno jest pewnie. Tkać i dziergać będę głównie dla siebie :)