Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe ornamenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe ornamenty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

50.





Chałaty, chałaty….

Udało mi się skończyć to, co zaczęłam rok temu. Choć od razu miałam pomysł jak mają wyglądać szydełkowe motywy, które już Wam pokazywałam  i wiedziałam, że chcę,  aby były naszyte/przyklejone do jedwabnej żorżety  za nic nie mogłam zdecydować, jaką  wybrać formę tego, na czym mają one być.

Męczyło mnie to okrutnie. Od razu odrzuciłam wszystko, co skomplikowane. Żadne tam kryte kieszenie, zameczki, obszywane rozpierdaczki. Nie żebym nie umiała. Kiedyś szyłam naprawdę dużo. Nieoczekiwanie straciłam do tego serce. I jakoś nie mogłam się przemóc.

W końcu stanęłam przed lustrem, przykleiłam do siebie kawał papieru, odrysowałam na oko, co, gdzie ma być wycięte i zrobiłam formę, choć słowo forma jest tu mocno nadużyte;) Wyszło, że uszyję tunikę z raglanem oraz fartuch vel chałat, vel coś tam.





Wszystkie szwy tuniki ukryłam ( szew francuski ), a dekolt obleciałam drobniutkim, pięknym endlem . Tak, endlem. Uczyłam się szyć, kiedy wszystko się endlowało, choć pewnie teraz powinnam napisać „ oblatywało zygzakiem” .  Endel mojej maszyny  jest naprawdę uroczy i zupełnie przypomina szydełkowe wykończenia batystowych chusteczek ( a batystowa chusteczka, to coś takiego, co jeszcze 30 lat temu panie nosiły w torebkach ). Oczywiście,  w prawdziwym krawiectwie zostawienie na widoku takiego wykończenia, podobnie jak fabrycznego brzegu, mogłoby doprowadzić do bezdechu niejedną poważną krawcową, ale o dziwo – mnie nie doprowadza  ;)

Może gotowe, kupowane od lat rzeczy, nawet dobrych marek, nauczyły mnie odporności?

W każdym razie tunika powstała bez bólu, jako i żorżetowy chałat. Czuję się w tym rewelacyjnie! I gdyby nie wszechogarniające nas zimno, chodziłabym w nim od świtu do nocy. Do wąskich spodni i letnich sandałów jest jak marzenie. Znaczy moje marzenie ;)





Z rozmachu,  i gdyż albowiem maszyna była na stole, machnęłam jeszcze komplet czarny ( właśnie go ozdabiam , banalnie prosto acz spektakularnie ) oraz trwając w rozpędzie, wycięłam kolejną  tunikę o nieco innym raglanie  z, uwaga, OBSZYTYM,  a nie endlowanym dekoltem. Dla odmiany, tę tunikę, owinęłam na grubym wazonie i zafarbowałam. Co także pokazane zostanie :)

W planach mam jeszcze kilka innych chałatów tunik i farbowanek, ale mam też ochotę na pewne przędzalnicze eksperymenty, więc się zobaczy , co zwycięży.


A tu, farbowany na zimno, brzeg tuniki.

Poniżej jeszcze dwa zdjęcia, bo wyszło na to, że wcześniejsze, nie pokazują ogonów. Tunikę można oczywiście nosić bez chałata, np. z szalem.




I jeszcze zbliżenia grubo – cienko dla Kate i Pimposhki.

Francuz

Dziersej

P.S.
Kolory od czapki. Ledwie zbliżone do oryginałów. Za późno zabrałam się za fotografowanie no i wyszło, co wyszło.