Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tweed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tweed. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lipca 2012

23.



Prawie jak tweed, prawie jak cynamon . Zanim jednak o sobie… najpierw  o tweedzie ;)




Tweed, to rodzaj wełnianego,  stosunkowo luźno tkanego materiału.  Te najbardziej znane -  Hariss ( Szkocja ) oraz Donegal ( Irlandia )  początkowo ze względu na swój ciężar  , służyły  do produkcji odzieży wierzchniej.  Tweedy tkane były z wełnianej , wielokolorowej przędzy z wyraźnie widocznymi  plamkami . Zarówno w Szkocji ( gdzie tweed powstał i otrzymał przez błąd urzędnika znaną do  dziś na całym świecie nazwę, jak i w Irlandii ) do produkcji materiału wykorzystywano lokalne surowce i naturalne barwniki .
Dziś możemy kupić nie tylko ten zacny materiał, ale i tweedową  przędzę. Co prawda dostępna wełna jest raczej „ typu tweed „ , bo nie tylko jest dużo grubsza od tej wykorzystywanej do tkania , ale i odbiega od tradycyjnej kolorystyki szkockich i irlandzkich tweedów , ale przecież  w żaden sposób nie umniejsza to przyjemności obcowania z tym materiałem.





Od dłuższego czasu  chciałam uprząść swój własny tweed. Jakoś nie było nam po drodze. Jednak od chwili , kiedy testuję zachowania ręcznie przędzionych wełen w dużych projektach,  priorytety się zmieniły. Do powstania mojego tweedu użyłam runa owiec szetlandzkich oraz jedwabnych lapsów ( od Marylki ). Od dłuższego czasu trwam w zachwycie nad ręcznie przędzioną wełną z szetlanda . Mam wrażenie, że do swetrów często noszonych to najlepszy rodzaj przędzy. Po pierwsze trzyma fason, po drugie nie zmienia wielkości nawet po dużej ilości prań, jest stosunkowo odporny na filcowanie, miły w dotyku – nie za miękki ,nie za szorstki, w zależności od rodzaju nici ( navajo, 4 ply, 2ply ) może być lejący lub stabilny, ale mięsisty. Mechaci się znacznie mniej niż runa miękkie i dość łatwo poradzić sobie w utrzymaniu go w dobrej kondycji



Mój tweed to pięć kolorów: malina, jasny burgund, soczysta zieleń, szary, oliwkowy. Kolory mieszałam na drum carderze ( mechaniczna gręplarka ) , dodając od czasu do czasu porwanych jedwabnych lapsów ( to te białe plamki ).  Wiem, że kolor nie jest zachwycający,  nie powala orgią odcieni ani blaskiem, ale jest naprawdę wyjątkowy i niesie ze sobą jakiś taki niewymuszony spokój. Sprawia mi ogromną radość wgapianie się w melanże kolorów na próbce  ;)  Do ręcznie przygotowywanego tweedu  na pewno lepsze byłyby jedwabne napki zamiast lapsów… ale nie miałam  ;)  


 480 gram dało mi 1460m/ 2ply ( cca. 304m/ 100g ). Wełnę przeznaczę  na sweterek, który muszę mieć natychmiast… bo Normandia to jednak kraina całorocznych swetrów J))