poniedziałek, 5 grudnia 2011

2.



Pierwsze koty za płoty.
Kochani, dziękuję za pamięć i życzenia!
Tymczasowo jestem w Vernon, uroczym miasteczku nieopodal   Giverny, ukochanego miejsca Clouda Moneta.  Jego dom i ogrody staną się częstym miejscem moich wyjazdów. To dodatkowy prezent od losu.  Mieszkam dokładnie vis a vis Chateau de Bizy zwanego małym Wersalem ( nie jestem jednak pewna, czy dobrze zrozumiałam sparaliżowanych używaniem angielskiego Francuzów ;))




Oglądnęłam kilka miejsc, w których moglibyśmy zamieszkać. Różnica między domami/ mieszkaniami ( nowymi, dopiero co oddanymi ) w Polsce i Czechach, a tymi w Normandii jest  tak wielka, że nie umiem jej nazwać.  Dla jasności lepiej jest w Polsce i Czechach, u nas nie ma już toalet bez umywalek ;).  Chcemy wynająć coś na dłużej, ale nie chcemy mocno  inwestować  np. w wyposażenie kuchni.
Po długich poszukiwaniach i ciężkiej pracy paru osób, znaleźliśmy prawie ideał.  A że ideałów nie ma… i temu brakuje. Mocną stroną jest wyposażenie kuchni i olbrzymie szafy, słabą lokalizacja – tzw. dupa  świata. Mogę tam mieszkać bez  przeszkód, ku zdumieniu Pana Dufois ,  i centrum Pragi zamienić na cudne pola, majestatycznie przycięte żywopłoty chateau i  pasące się za oknem kuce, ale M będzie miał  ciut  daleko ;)). Minusem jest też  jakość wykończenia . I nie chodzi o meble, krzywe ściany, czy niedomykające się okna. Kompletną klapą okazało się malowanie. Odważne kolory -  fiolet, czerń, srebro i pomarańcz  – podobają mi się i wcale nie chcę ich zmieniać (  ;)), tyle ze połączono je bardzo nieudolnie. Nie umiem  zrozumieć,  co wiodło ręką malarza, by do miejsc gdzie łączył dwie barwy  używać małego pędzelka, a nie taśmy…


Pomyśleliśmy, podumaliśmy i wyraziliśmy chęć zamieszkania. M kupi sobie ( z czasem ) małe – stare francuskie auteczko, bo obecne rysuje się w zakrętach między domami,  a ja dokonam malarskich poprawek. W przeważającej większości właściciele domów we Francji przekazują go do wynajmu, dokładnie w takim stanie, w jakim zostawili go poprzednicy, chyba że dom stoi długo i źle byłoby pokazać zapleśniałe ściany. Jeśli chcesz mieć ładnie, musisz postarać się o to sam.  Podobnie jest w Stanach i Kanadzie, a może nawet wszędzie tak jest, tylko nam w  Czechach trafiło się inaczej.

Teraz czekamy na decyzje. Bo to, że chcemy tam mieszkać nie oznacza, że możemy. Trwa weryfikacja,  do której niezbędne były:   akty urodzenia i małżeństwa, wyciąg z konta  czeskiego i dane nowego konta francuskiego, umowa najmu mieszkania czeskiego, kontrakt M wraz z podanymi zarobkami, dane o studiach syna, dane o pracodawcy M, ksera ID i paszportów, paski wypłat, choć pensje ujawnione się na koncie ;). Było chyba coś jeszcze, ale nie pamiętam. To normalna, oficjalna procedura, żadna tam weryfikacja etranżerów ( obcych ). Nie mam nic przeciwko , więcej  - odpowiada mi, że wszystko dzieje się oficjalnie, bez podstolikowych ustaleń – tylko to czekanie! Nasz przewodnik po Francji, który pomaga nam absolutnie we wszystkim,  twierdzi, że będzie dobrze, bo przemawia za nami wiele plusów,  podobno mamy za sobą 85% procesu, ale właściciel może wycofać się z propozycji wynajmu zawsze, więc… kciuki potrzebne od zaraz ;)


Z ciekawostek. Rzeczą, która mnie uderzyła od razu, kiedy przemieniłam się z turysty w prawie tubylca , są kolejki…
W kolejkach stoi się grzecznie i nie stroi min. Najdłuższe są w punktach sprzedaży telefonów komórkowych.  A niekompetencja sprzedawców jest wprost urocza. Starają się być bardzo pomocni, tyle  że nic z tego nie wynika. Najwięcej np. o Internecie bezprzewodowym 3G wiedziała Pani w kiosku, a nie sprzedawcy produktu. Mimo, że korzystam z niego, nie polecam, ze względu na cenę. Nie ma szans, na spokojne czytanie gazet, a o blogach należy zapomnieć. Zaletę jest natychmiastowy dostęp do skrzynki pocztowej.
Kolejki tworzą się wszędzie ,  np. gdy młoda mama  z trojgiem ( nie żebym coś miała ) budzi się przed kasą i rozpoczyna procedurę poszukiwania czegoś,  czym zapłaci za zakupy. „ Groszek” rozbiega się po sklepie, pieluchy wysypują z torby, najmłodsze gmera w jakimś słoiku, który ostatecznie mama odstawia … a kolejka – ZEN, młoda mama -  ZEN, tylko mnie po głowie latają głupie myśli. I nie, nie chodzi o to żeby nie zabierać dzieci na zakupy.  Chodzi  o to, że jak stoi się do kasy to po to, by  ZAPŁACIĆ J



W pierwszy dzień namierzyłam dwie pasmanterie ze wszystkim. Wełny francuskie, materiały do haftu – więcej niż znam. Cudne kolory nici Perl te cienki i grube, materiały do szycia nakryć – cięte i z metra, szpule drewniane i stojaki do szpul, druty KP, ozdoby, guzki. Istny raj.
Mam nadzieję, że uda mi się tam dotrzeć w dzień bez deszczu ( zimą w Normandii to może być trudne ) i  zrobić dla Was zdjęcia.
Post wyszedł strasznie długaśny, ale wykorzystuję dostęp do netu do maksimum. No i dopóki nie będę miała stałego  łącza, odpowiedzi ograniczam do minimum :(
Ale życie i tak jest piękne  :)

23 komentarze:

  1. No to trzymam za wszystko kciuki, bo nowe miejsce zamieszkania zapowiada się bajecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, Basiu, używałam taśmy malarskiej, a teraz powinnam pędzelka do poprawek; może u Ciebie malował malarz równie zdolny jak ja ;)

    Wiesz, twoje zmiany cieszą bardziej niż własne; wiadomo - cudze zawsze lepsze ;) (ja się zdrowo nabijam z siebie w tym miejscu). Weryfikacja przy wynajmie jak u nas przy kredycie!

    Życzę pomyślności w załatwianiu wynajmu i rychłego dostępu do stałego łącza - częstuj nas tymi smaczkami jeszcze!

    tona buziaków!

    OdpowiedzUsuń
  3. Basiu, chcialam tylko powiedziec, ze doceniam ogromnie fakt, ze pomimo tymczasowego lokum i multum spraw to zalatwienia oraz arcy drogiego internetu jestes z nami i piszesz i nawet fotki wstawiasz. :))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki za wynajem lokum i możliwość podłączenia "normalnego" internetu. ZEN będzie Ci bardzo potrzebny w tym pięknym kraju, który, nawiasem mówiąc bardzo lubię, ale czasem brak cierpliwości... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. :))) oj.... oj.... ale przynajmniej finisz zrobiłaś bardzo pozytywny, ten o pasmanterii:))) a propos, nawet zapomniałam zapytać o takowe miejsca w Pradze...

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki, wszystko będzie dobrze.
    Buziaki.
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  7. Poszukam na miescie,pewnie jakiegos wolnego aniola do trzymania kciukow znajde,to i podesle!
    Pisz jak tylko bedziesz mogla.Czekamy na nowosci z Normandii!godlesia

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko ulozy sie, zobaczysz i ten Zen udzieli Ci sie bardzo szybko hahahaha. Mysle, ze bedziesz mieszkac w urokliwym miejscu.
    A te francuskie welenki jakie sa?

    OdpowiedzUsuń
  9. Basiu- trzymam kciukasy do bólu. Miejsce do zamieszkania macie cudne, wiec tym bardziej trzymam. Do młodych mam z trójką a nawet czwórką musisz sie przyzwyczaić bo we Francji to norma. Pasmanterie koniecznie obfoć jak bedziesz mogła. Nie ukrywam , że czekałam na taką właśnie relację z przeprowadzki.Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Basiu...ja już zakładam buty i idę do Ciebie. Co tu będę tak siedzieć bez sensu.
    Myszę wezmę co?
    Jak ja tęskniłam za Twoim pisaniem!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę Ci Basiu,miałam to szczęście że w zeszłym roku byłam tam i odwiedziłam dom i ogrody Moneta i dużo dużo zwiedziłam,życzę powodzenia w nowym gniazdku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystko się ułoży jak najlepiej, zobaczysz :)
    Dla lubiących żeglować każdy port jest przyjazny. Trzymam kciuki za wynajem, mieszkanie, malowanie, internet i co tylko. I wyglądam następnych postów z niecierpliwością.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. jestem zdecydowanie ZA dlugimi wpisami i nie tylko o nitkach. Chetnie na nie poczekam, Ewa

    OdpowiedzUsuń
  14. ..strasznie sie ciesze,ze Ty juz tutaj :)))
    ...grzecznie poczkam az sie uporasz z rozpakowaniem i z zagospodarowaniem w nowym miejscu :)))
    ...a potem bede sie upominac o obiecana kawencje :)))
    ...jestem tu od 10 lat i nie potrafie byc ZEN w obliczu mlodych beztroskich matek ;)))
    ..chociaz sama jestem mama dwojki :)))
    ...gorace buziaki z Paryzewa zasylam :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. o jak miło Cię przeczytać,Basiu.Ściskam mocno, trzymam kciuki i czekam na kolejne ciekawe wywody!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Przeczytałam wszystko - dwa razy. Obejrzałam wszystko - nawet więcej :) Czekam na jeszcze. I jak sobie poczytałam o "egzotycznych" zwyczajach w kwestii stanu przekazywanego mieszkania, to zaczęłam się zastanawiać, czy ja jestem normalna - nowym właścicielom nie tylko grzecznie sprzątamy mieszkanie, zostawiamy wszelkie instrukcje obsługi do sprzętu, klucze oznaczamy karteczkami, co do czego, ale nawet w lodówce zostawiamy podstawowy zestaw żywnościowy, bo przyjeżdżają z Rzymu w środku nocy i niech z głodu nie zaczynają od gryzienia parapetów... Ja chyba muszę zrewidować swoja niewłaściwą postawę społeczną ;)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Z ostatniej chwili!

    Dziękuję, dziękuję, dziękuję

    W sobotę jestem umówiona z właścicielem domu, a 17 podpisujemy umowę. Wasze kciuki, myśli i Anioły – pomogły! Nie mogło być inaczej. Nie z takim wsparciem !

    Brahdelt – buziole! Będą zdjęcia miejsca. Jak nic będą.

    Agata – jakoś jestem więcej niż pewna, że to co zrobiłaś jest o niebo lepsze od tego, co zobaczysz u mnie. Zrobię zdjęcia i poprawię Ci samoocenę. No i cieszy mnie, że się cieszysz – nie będę pisała co to dla mnie znaczy, bo Ty wiesz.

    Pimposhko – dziękuję. Sama nie wiem, co silniejsze – uzależnienie od Was, czy przyjemność dzielenia się. Wmyśliłam nawet ,że czytać Was będę w trybie off line i po tym jak przetestowałam od razu zrobiło mi się lżej. Erzac a cieszy jak nie wiem co.

    Rogata Owco – tak, czułam to już wcześniej. Po Czechach gdzie na 100% mają najlepsze urzędy i komunikację w Europie, Francja to Kafka. Ale to we Francji uśmiecha się do mnie Pan z piekarni i Pani ze sklepu z wełnami – to wystarczy, by znosić drobne niedogodności. Czas pokaże czy rzeczywiście ;)

    Magdo, wszystko jest ok. Musiałam stworzyć odpowiedni klimat . A w Pradze pasmanterię ma Kotva i Palladium, podobny do pasmanterii sklep, ale bez wełny, jest na ulica za Palladium, tam gdzie jeżdżą tramwaje, ale nie w stronę mostu, a przeciwną ( zapomniałam nazwy ulicy ), na Trziste – Karolona, na Karolny Svetlej Merlin, Fashon Martina i Ashford Danieli ;)

    WoolArt – Kasiu, już jest. Buziaki!

    Godlesiu, On musiał usłyszeć Twoje myśli i sam przybiegł !

    Violu, dziękuję . Co do wełen na razie namierzyłam Philarda i Bergera ( nie pamiętam jak się to pisze poprawie), ale ciągle szukam nowych.

    Edi – Skarbie, masz racje. Muszę ćwiczyć – w życiu, na ulicy, straszny ze mnie niecierpliwiec. W każdej kolejce myślę, ile rzędów mogłabym trzasnąć . Zdjęcia będą na pewno!

    Laura, nie trać czasu. Czas się pakować ! Będzie pokoik dla gości. No i przyłaź tylko z Myszą, bo co se będę Ciebie brała samą. Buziole!

    Ogrodniczko, masz absolutną rację. To cudne miejsca. Dziękuję!

    Feri, normalnie jakbyś przy tym była! Dziękuję.

    Ewo, żebyś nie żałowała o co prosisz ;)

    Tinki, tak – już niedługo pozbędę się troski, gdzie zasiąść do Wigilii i kawa będzie na 100%. Musisz koniecznie opowiedzieć mi o swojej Francji. Znasz pewnie każdą jej bolączkę, ale wierzę, że nie chcesz się zamieniać ;)

    Marylko, buziaki. Dziękuję. Niedługo będzie mnie więcej choć nie wiem, czy ciekawie ;)

    Intensywnie Kreatywna, w Czechach jest podobnie jak u nas w Polsce. Oczywiście pewnie wiele zależy od ludzi, ale już wiem od kogo w Polsce warto kupować ;)

    Acha, za oknem pada grad ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Powodzenia w Normandii! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak dobrze, że jest już optymistycznie. Ale wspieram Cię nadal swoimi myślami i trzymam kciuki za powodzenie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak miło Cie poczytać. :)
    Już chcę więcej, więcej, więcej. :)))

    Cały czas trzymam kciuki za poukładanie się wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  21. czytam i czekam na wiecej Beata

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam czytać o takich doświadczeniach na obcej ziemi, trzymam kciuki by wszystko się udało.
    Rzeczywiście francuzi mówią tylko po francusku :) będąc kilka lat temu w prowansji spotkałam tylko jedną kobitkę która mówiła po angielsku

    OdpowiedzUsuń
  23. co do kolejek w sklepach to tak jest, bez względu na miejsce we Francji. Stałam w Auchan-ie przy kasie, to samo co wszędzie, kolejka dlugasna, babka kasuje towary i gada z klientk aw najlepsze, a ludzie spokojnie stoja i czekaja. Mnie szlag trafial, ale coz , widocznie taki zwyczaj :)

    Co do mieszkań to tak jest :) Ale jak "dlugo myśli" - to raczej dla ciebie na plus.

    Ładny i nowy samochów we Francji to nie warto kupować, ponieważ francuzi nie szanują smochody swoje, a co gorsza czyjesz. Obrapują, przycierają, i jeżdza takimi lekko startymi. Lepiej używany i nie drogi, bo będzie trzeba ciągle lakierem go malować.

    Fajnie ze jesteś we Francji, trochę pomieszkasz i sama zobaczysz jak jest naprawdę. Mnie sie podobało bardzo, teraz mieszkam zupełnie gdzie indziej.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę spełanienai marzeń i cierpliwośći :)

    An z Chatki

    OdpowiedzUsuń