środa, 6 lutego 2013

41.



Pomysłów coraz więcej, pracy takoż. Francuski system opieki zdrowotnej stoi przy mnie na dobre i złe. Będzie dobrze, to jasne, ale bardzo bym prosiła mojego wiejskiego  lekarza żeby już nic u mnie nie diagnozował, bo ja nie mam na to zdrowia :)

Z zimą pożegnaliśmy się chyba definitywnie. W tym roku śnieg był tylko trzy dni. Oceaniczne wichury znoszę znacznie lepiej niż rok temu i może za dwa zupełnie nie zwrócę na nie uwagi ?

Po wykonaniu kolejnych , dwóch męskich swetrów, których nie było czasu obfotografować  (wszystko w styczniu !) zasiadłam  do przędzenia. Potrzebuję tony  wełny. Póki co mam za sobą jakieś śmieszne 80 dag.






Jedną z gotowych wełen z miękkich merynosów ( 18,5 mic.), postanowiłam zahartować  mocniej niż zwykle. Metodę tę poleca Judith Mackenzie ( i oczywiście nie tylko Ona ) do wykończenia wełen typu woolen. Hartowanie to naprzemienne, kilkukrotne wkładanie gotowej nici wełnianej do kąpieli bardzo, bardzo gorącej i bardzo, bardzo zimnej.  Zabieg ten wzmacnia przed przerwaniem nici wykonanych z włókien krótkich i miękkich oraz chroni przed nieoczekiwanym filcowaniem oraz „ kulkowaniem” .  

I choć moja wełna nie jest typową  nicią  woolen, jak one  jest puchata, sprężysta i delikatna. Zależało mi żeby wierzch wełny nieco się sfilcował ( wiem, to brzmi okropnie) nie pozbawiając jej najlepszych cech. Myślę, że tak się stało. Efekt ogromnie mi się podoba. Teraz muszę tylko coś z tego zrobić, przetestować  i ocenić.





Bardzo lubię merynosy , a te nowozelandzkie nie mają sobie równych. Nie filcują mi się w czasie gotowania i farbowania , choć na pewno skutecznie pomaga mi ominąć te problemy wkładany  do gara termometr, o którym pisałam dawwwwno temu, tu.





Przetestowałam również zakupione runo  merynosowego jagnięcia ( 12 mic. i mniej ) . To niezwykły produkt. Rzadki i dostępnych tylko przez chwilę w roku. Pozyskuje się go podobnie jak kaszmir poprzez wyczesywanie,  a nie strzyżenie. Zarówno na wrzecionie jak i kołowrotku należy je prząść,  krzyżując włókno najbardziej jak się da . Pomaga w tym przędzenie z chmurek lub rogali :)






Na koniec niespodzianka ;)

Francuskiego pięknisia nazwaliśmy Ludwikiem. I choć jego właścicielka właściwa ( w przeciwieństwie do mnie, właścicielki rzekomej ) uważa, że jej kot uwielbia wolność i włóczenie się po wsi, ja myślę zupełnie coś innego. Kot żeby ukontentować Ją i mnie, śpi na naszej kanapie ( 8 godzin z przerwami) udając, ze go nie ma!

P.S.
Przepraszam, że odpowiadam na komentarze z opóźnieniem. Próbuję nadrobić czas... nie wszystko wychodzi :)

46 komentarzy:

  1. Basiu!Nareszcie! Martwic sie zaczynalam,ale juz jestes,wiec sie ciesze.Cudowne te niteczki.Te kolory,takie nasycone.
    A Ludwik-tam przebywa ,gdzie sa dobrzy ludzie.
    Pisz czesciej,bo oczekiwanie jest okropne.Pozdrawiam cieplutko.godlesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godlesiu, próbuję nadrobić cztery miesiące starego roku i sama nie wiem w co ręce włożyć. Jeszcze nie mogę napiać, że wychodzę na prostą, ale światełko w tunelu już jest :)
      Ściskam!

      Usuń
  2. A któryś z tych męskich swetrów był z guzikami? bo te dziurki cięte i szyte chciałabym kiedyś obaczyć...
    Ha ha, termometr w garze! Po wielu miesiącach przerwy w tym temacie wsadziłam dziś wełnę do gara (ale już uprzędzioną) naturalnie z termometrem. Pamiętam tamte Twoje wskazówki, jeszcze z Pragi :) no i się zagapiłam i wełnę ugotowałam - dosłownie - na term. było 101 stopni... Jeszcze nie wiem, co wyszło...
    A Ta Twoja jaka piękna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agu, nie. Oba były takimi śmiesznymi golfami, szerokimi i bez podcięć. Trochę kosmicznie,ale właściciele ukontentowani. O dziurkach pamiętam i pokażę je, jak będę robiła. Myślałam, że uda mi się wyskrobać coś specjalnie, ale nie da rady. Czas.
      Gotowej wełnie na pewno nic się nie stało. Wełna może być spokojnie podgrzewana i do 100 stopni.Nie wolno jej tylko doprowadzać do wrzenia za szybko ( np. gaz na full i po 3 minutach woda już wrze) i nie nalezy jej odkrywać od razu, zwłaszcza jeśli wcześniej było powyżej 100
      Ja co prawda unikam gotowania , ale daję głowę,że taki proces jej nie filcuje.
      :)

      Usuń
    2. dobra, będę czekać dalej ;)
      No masz rację - nic jej się nie stało! :D i nawet ładny kolor wyszedł, choć inny niż planowałam ;)

      Usuń
  3. No faktycznie, jak prządka pisze, że chce ufilcować wełnę to brzmi to dziwacznie. Ale już podczas oglądania zdjęć rzecz zaczyna się wyjaśniać. Wełenka wygląda inaczej, bardziej na włóczkę "gotową" niż ręcznie przędzioną. Jest mniej mechata, bardziej jakby zbita. Czy eksperyment się uda to się pewnie okaże po przerobieniu wełenki na jakąś dzianinę, ale puki co jest very intrygująco :)
    Ludwiczek zdecydowanie nie wygląda na powsinogę, przynajmniej w tym ujęciu ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Tysiu. Na tym inaczej mi zależało.Chciałam zobaczyć jaki wpływ takie hartowanie będzie miało na delikatnego merynosa w użytkowaniu. Bardzo bym chciała, by był trwalszy, bardziej odporny na filcowanie i mechacenie. Co prawda ten akurat normalnie wyprany i stabilizowany nie filcował się, ale jak każda ręcznie przędziona wełna bogaty był we włoski.No, zobaczymy.

      Ludwiczek zdecydowanie nie jest powsinogą. Uwielbia domowe pielesze i zabawy, i po raz pierwszy, widzę kota tak głodnego głasków!
      Przybrane mamy zawsze widzą inaczej :)

      Usuń
  4. Ludwik - no jakże by inaczej! :) A mnie akurat znajoma do Nowej Zelandii odjechała! obiecała podesłać kiedyś jakiegoś runa, ale jak oglądam jej zdjęcia, to powątpiewam, czy tam owce hodują - normalnie tropiki! :) Basiu - ja z kolei nie daruję Normandii - czekam cierpliwie i przypominam się namolnie:)) Pozdrawiam, oby już wiosennie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że ładnie z tym Ludwiczkiem :)?
      Runo z NZ delikatne właśnie dlatego, że tam ciepło.
      Teraz najbliżej po nie masz do Danieli. Niestety, ceny trochę blokują.
      Normandia czeka, spokojnie.Nachalności nie widzę!
      Uściski:)

      Usuń
  5. Po pierwsze- bardzo się cieszę z nowego posta(u?), bardzo lubię do Ciebie zaglądać.
    Po drugie mimo powiedzenia że " populacja dzieli się na chorych i nieprzebadanych" życzę z całego serca Tobie (a i sobie, bo stoję jak ta żaba po środku- już nie zdrowa a jeszcze nie do końca przebadana) Zdrowia Zdrowia i jeszcze raz zdrowia,
    Po trzecie kolory Twoich włóczek wyglądają fantastycznie- jak zwykle zresztą
    Po czwarte na samą myśl o filcowaniu włóczki dostaje napadu paniki, Ja wierzę rozumiem i całkowicie przyjmuję to co napisałaś, że to pomaga i na logikę jest to dla mnie zupełnie jasne, ale nie mogłabym po prostu nie mogłabym tak z włóczką postąpić. Inna sprawa że już raz sfilcowałam chustę z peruwiańskiego merynosa i więcej filcu nie chcę.
    Po pięte- o co chodzi z tym krzyżowaniem włókien? jakoś trudno mi sobie to wyobrazić, czy o to żeby kępka włosów z których się przędzie była jak najbardziej zmierzwiona i we wszystkie strony?
    A po szóste -kot jest fantastyczny i wierzę w to głęboko, że kocią świadomością i kocią wolą wybrał sobie dwie właścicielki. Już o takich przypadkach słyszałam i to z wiarygodnego źródła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmureczko, bardzo dziękuję :)
      Z tymi nieprzebadanymi masz rację. Niestety borykam się z problemami, które nagle rozwiązanie znajdują tu. Stopuję zapędy lekrza domowego,bo mi się chłopina rozbujał aż miło, ale nie mogę uciec, jak z dumą trzyma papiery i krzyczy: Już wiem, już wiem :)
      Z kolorami lubię kiedy są nasycone. Te delikatne i pastelowe również. Nie za bardzo przepadam za takim mizaniem po nitce, że jak się ją rozetnie to w środku białe. Ostatnio właśnie taką nabyłam ( nitka fabryczna, ale renomowana ) i nieco mnie zatkało.
      Filcowania nie trzeba się bać, ale wiem, że odwaga przychodzi z czasem. Po prostu spróbuj z małą ilością. Naprawdę warto, bo po pierwsze przekonasz się, że nie taki diabeł straszny, po drugie sama doświadczysz i nazwiesz po swojemu, po trzecie będziesz wiedzieć jak wykorzystać.
      Krzyżowanie ( zmierzwienie ) pozwala włóknom krótkim zmieszać się,i kiedy już będą uprzędzione w nici, otwierać się ( sprężynować) każdy w swoją stronę. To pozwala nici trzymać się w kupie i być puchatą. i ciepłą wełenką.

      A kota kochamy i co do tego nie ma dwóch zdań. Jak mu przybędzie kolejna mama, zrozumiem i się podzielę :)

      Usuń
    2. Z dwojga "złego" wolę lekarzy detektywów, niż lekarzy z podejściem "niech pani łyka to, powinno pomóc"
      Z kolorami to masz rację, u Ciebie zachwyca mnie umiejętność łączenia kolorów, patrzę na wełenki powyżej i myślę, nie można pragnąć innego zestawienia jest po prostu idealne, niewątpliwie masz ogromne doświadczenie, ale bez ogromnego talentu chyba samo doświadczenie nie sprawiłoby takich cudów...
      Do hartowania włóczki może dojrzeję kiedyś (chciałabym ), na razie przędę tylko worsted (lub przynajmniej staram się worsted a przędę na dziko :) ) Tamtą sfilcowaną chustę trzymam na dnie szafy, ku przestrodze i do niedawna myślałam, że to przestroga by poprawnie obchodzić się z włóczką, ale od Twojego postu o właściwościach wełny i włóczkach, już wiem, że jest to przestroga aby nie kupować i nie robić niewłaściwych włoczek, bo ten peruwiański merynos był jak nic singlem typu woolen, więc pewnie musiał się sfilcowac w pierwszym praniu.... w tym miejscu biję pokłony z wdzięczności, że tak bezinteresownie i przystępnie dzielisz się swoją wiedzą Basiu....
      Zaintrygowałaś mnie bardzo tym krzyżowaniem włókien, bardzo, chyba muszę wyszukać sobie jakąś porządną książkę o przędzeniu...
      pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Zawstydziłaś mnie chmurko!
      Co prawda pokochałam kolor odkąd zaczęłam robić własne wełny i już nic z niczym mi się nie gryzie, ale mam świadomość jak daleko mi do doskonałości :)
      Ciągle pracuję, by wiedzieć więcej.Uczę się od innych i jestem im wdzięczna, że mogę, przekazuję dalej w podziękowaniu :)
      Jestem przekonana, że wszystkiego spróbujesz. Hartowania włóczki również.To tylko kwestia czasu.
      Co do przędzenia. Nici wełniane woolen i worsted można osiągać na dwa sposoby: techniką przędzenia i poprzez przygotowanie runa. Jeśli wyczeszesz runo na szczotkach kilka razy, jego włókno zmierzwi się i pomiesza - każdy włos ułoży się w inną stronę, wiele z nich po prostu się pokrzyżuje. Kiedy do tego zdejmiesz je,zawijając na patyk,by powstał rulonik zwany rolagiem z angielska, a przez nas, dla zabawy rogalem, włókna skrzyżują się raz jeszcze. I nawet jeśli teraz użyjesz tego do przędzenia techniką worsted, nić będzie woolen,bo po praniu, utrwaleniu skrętu, urośnie, stanie się puchata i miękka :)
      Ja bardzo, ale to bardzo cenię sobie kursy dvd Judith Mackenzie. Nie są tanie i niestety po angielsku,ale dla mnie to rewelacja!

      Usuń
    4. Nie ma co się wstydzić :D
      Po prostu wraz z kilkoma innymi prządkami, należysz Basiu do grona moich rękodzielniczych autorytetów. Podziwiam Was i chcę się od Was uczyć (zwłaszcza że w tej dziedzinie mało rzeczowych informacji, a w języku polskim to już naprawdę ilości apteczne- dlatego blogi doświadczonych prządek są takim cennym źródłem wiedzy).
      Ach jeśli o rolagi chodzi to ja już wszystko jasne.
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. No i nie mam co napisać, bo Chmurka napisała wszystko, co też bym napisała, z wyjątkiem ostatniego zdania, bo ja o takim kocim przypadku słyszę po raz pierwszy, oraz tego, że ja bym z włóczką i owszem, mogła tak okrutnie naprzemiennie zimno-gorąco postąpić i nawet czasem postępuję, chociaż z zupełnie innych powodów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Do tej pory hartowałam delikatne wełny krótko. Chciałam zachować ich niecodzienny charakter i jak najmniej naruszać,to co uzyskiwałam.
      Szukam jednak nici idealnej i to doświadczenie ma mnie do niej zbliżyć :)
      Poza tym uwielbiam merynosa ręcznie przędzionego ( w przeciwieństwie do jego komercyjnych braci ) i łatwo mu nie popuszczę.

      Usuń
    2. A ja do merynosa chyba nie dorosłam jeszcze, bo to - wydaje mi się - jest tak jak z trunkami, do wytrawnego wina trzeba dojrzeć i wiedzieć, co z nim zrobić. A ja jak bachor w sklepie z cukierkami chcę wszystkie, wszystkie, najlepiej na raz, i żeby były wyraziście jakieś. Pewnie dlatego jeszcze nie potrafię merynosa docenić.

      Usuń
    3. Tak, z winem w naszych stronach jest tak, jak piszesz. Chyba, że urodzisz się we Francji:)
      A z merynosem. Być może go nie polubisz. I przecież nic w tym złego. Wiele prządek nie przepada za nim.
      Ja, nie ogarniam warsztatu tkackiego z nicielnicami. Rozumiem, wiem jak działa,mogę to obsługiwać, ale nie jest kompatybilne z moim ciałem i wolę patyki ( backstrap) oraz klap na podłodze. W tym rozumiem każdą nitkę. A teraz oszalałam na punkcie jibaty pokazanej na Manii Tkania i od wczoraj rysuję, co M ma mi wydziabać z drewna :)))

      Usuń
  7. Piękna wełenka i kolory cudne. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś nie odczuwam niepokoju,gdu TY mówisz o filcowaniu. To MUSI miec sens :D . I oszalałam z zachwytu Basiu. Cudna ta wełenka,aż mnie coś w środku ściska.
    Kociak odda za korzystanie z kanapy z nawiązką. Lezy tam sobie i wyciaga nie teges fluidy,żeby Tobie nie szkodziły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się. Staram, ale taka moondra to ja znowu już nie jestem i nie ma co tak wierzyć w ciemno :)
      Z kolorków jestem mocno zadowolona oraz z faktu, że tę zahartowaną nitkę zabieram dla siebie :) I jak spadnie z drutów to,co na nich mam ( tez dla siebie, bo kto bogatemu zabroni:) to od razu się za nią zabieram.

      A o kocie i fluidach to wiem... trochę się boję o niego!

      Usuń
    2. No weź...kot da radę. W końcu ma dziewięć żyć !Brzmi głupio,ale ma ;)

      To jak pospada ,to ja wiesz...zobaczyć pragnę :D

      Usuń
    3. Uspokoiłaś mnie z tym kotem. Ba, teraz położę sobie go na głowie,bo mi się legną takie pomysły, że jak nic podpowiada je chora wyobraźnia :)
      Zakochałam się w filmiku, jaki zobaczyłam na blogu Mania Tkania i ... chcę do Japonii :)
      Chcę japońskie stare krosna, chcę mieszkać na wsi i chcę żeby zimą było mi zimno, he he :)
      Synciu nie będzie zadowolony, że mamunica go nie opuści. Wychodzi, że ja się jeszcze raz przeprowadzę.... buhaha ...

      I pokazane będzie,to co spadnie :)

      Usuń
    4. Mowy nie ma! Gdzie?Do Japonii?? Pogło Cię? Krosna proszsz,ale tak daleko to ja nie polecę ,no nie ma siły! A sie wybieram :>
      I słowo daję jak mnie zarazisz jeszcze tkaniem,to ja nawet nie chcę myśleć jak skończę. Boję się normalnie ...

      :D

      Usuń
  9. Kot jest bezkonkurencyjny!:)
    Trzymaj się zdrowo i przędź i farbuj, cudne te włóczki, aż ślinka cieknie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scri, dziękuję :)
      Ludwik jest doskonałością i praca przy nim to czysta przyjemność, pokazów będzie więcej.
      Serdeczności!

      Usuń
  10. Te 80 dkg jest w cudownym połączeniu kolorów. Mniam.
    A kot jak dostał królewskie imię, to i królewstwa potrzebuje dużego. Widocznie jeden dom to za mało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze! Z tymi królestwami masz rację. Że ja nie pomyślałam :)

      O losach wełenki będę informować, mam nadzieję, że w udziergu i noszeniu nie rozczaruje.

      Usuń
  11. Basiu! Na widok tej wełenki ślinka mi pociekła, bo prawie poczułam w ustach smak winogron, takich słodkich, prawdziwych. Prześliczna jest i dotykać by jej się chciało. Zdrówka i do roboty, bo mi Twoich postów brakuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że sprawiłam Ci radość :)
      Dziękuję za miłe słowa. Postaram się poprawić.
      Buziaki!

      Usuń
  12. Oooo, mi ten efekt też się ogromnie podoba - cudowne kolory. Pozdrowienia dla Ludwika. A może lepiej ukłony ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ogromnie ciekawa,co dadzą te kolory w dzianinie. Nie mogę ich zacząć,bo się zupełnie pogubię.Doba ma,niestety, tylko 24 godziny, a chciałoby się więcej.
      Jeszcze raz dziękuję Ci za pokazanie japońskiego backstrapu! Zafascynował mnie, absolutnie i okrutnie.
      Teraz muszę dojść jak to jest zrobione. Więkość części wydaje mi się,że mam o resztę będę wierciła dziurę mężowi. Matko, jak mnie się to podoba :)

      Usuń
  13. Jak się jest 13stą wpisującą komentarz, to trudno się nie powtórzyć.
    Z tym podfilcowywaniem, to też mam wrażenie, że na oko wygląda bardziej, jak przemysłowa. A pierwsze, co mi się skojarzyło widząc zdjęcia, nie czytając - bakłażany, jak nic bakłażany i bardzo mi ta kolorystyka jakoś spina się z Normandia, nie wiem, czy słusznie, ale tak intuicyjnie - i koniec. :-)
    Kot - hmmm, teraz wiem, jak wygląda to typowy normandzki włóczęga. :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Tak, tak wełenka jest dużo bardziej podobno do komerycyjnych.
      Kolory są mocne, nasycone. Teraz nawet myślę,że za bardzo, ale może panikuję i chcę za wszelką cenę mieć powód,by je napocząć :)

      No a kot...no, cudniasty jest :)

      Usuń
  14. na filcowaniu się nie znam ale kolor przecudny no zakochałam się :)
    a kot- mojego włóczęgi nie ma już trzy dni, ciekawe u kogo koczuje ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Zapewniam, Twojego kota jeszcze u mnie nie ma, ale ja się pojawi, powiem, że tęsknisz i ze ma wracać :)))

      Usuń
  15. Te fantastyczne kolory aż się proszą o dzierganie!...chociaż na początek to ich nieustanne miętoszenie w rękach by wystarczyło...i już jestem w stanie wyobrazić sobie ich zapach...można się rozpłynąć;)
    Basiu, podobno znasz jakieś godne polecenia publikacje na temat dziewiarstwa i wełny, czy wiesz co jest godnego polecenia...najlepiej po polsku;)
    Pozdrawiam i dużo zdrowia życzę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, masz rację chciałabym już je zacząć, zobaczyć pierwsze efekty, ale nie mogę, bo nie skończę tego, co aktualnie mam na drutach.
      A na drutach wełenka,komercyjna i niestety nie umywa się do tej ręcznie przędzionej, idzie jak po grudzie ...
      Co do książek. Od lat czytam angielskie, nawet Czesi nie mają w tym względzie bogatych zbiorów, podobnie zresztą jak Francuzi. Proste książeczki i owszem, ale nic na poważnie.
      Już zawsze będę polecała przede wszystkim:
      The Knitter's Book of Wool: The Ultimate Guide to Understanding, Using, and Loving this Most Fabulous Fiber.
      Książka o rasach owiec, wełnie i jej właściwościach dla dziewiarek i prząśniczek. Jest nawet kilka wzorów.
      Druga,którą cenię, a która i mnie została polecona to:Cast On, Bind Off: 211 Ways to Begin and End Your Knitting
      - zaczynanie i konczenie robótek. Coś czego nigdy nie zawiele,to najszybciej się zmienia.
      I wreszcie trzecia - The Knitter's Book of Yarn: The Ultimate Guide to Choosing, Using, and Enjoying Yarn
      Nie jest to arcydzieło pod względem zdjęć, ale tekst wartościowy.

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za życzliwą i wyczerpującą odpowiedź:) miłego wieczoru!

      Usuń
  16. W kwestii przędzenia się nie wypowiem bom laik ale podoba mi się zestaw kolorystyczny na pierwszym zdjęciu:-)))Kot z tych mądrych bo zadowolić dwie właścicielki o skrajnie różnych zdaniach to jest sztuka. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot jak to we Francji bywa, umie się znależć w każdej sytuacji :))
      Ściskam!

      Usuń
  17. O musi być niesamowicie miękki, ten Wasz kot! *^o^*
    No bo nie ma się co oszukiwać, skoro 8 godzin dziennie spędza na Waszej kanapie, to on już wybrał sobie dom!
    Przepiękne kolor pokazujesz! Bardziej kojarzą mi się z wczesną jesienią niż z przedwiośniem. U nas właśnie śnieżyca od rana, ech....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot rzeczywiście jest jak puch i robi z nami co chce. Myślę, że to wie i stad dwa domy. Taka karma i ja ją przyjmuję :)

      Czy widziałaś filmik o tkaniu jedwabiu, jaki jest na blogu Mania Tkania? Oszalałam na jego punkcie :)

      Usuń
  18. Kolory przesliczne, za podpowiedzi wełniane dziekuję. A kot, mądre zwierzę, wie gdzie dobrze.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Kot dobrze wybrał, gdzie mu będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń