Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręczne farbowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręczne farbowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2013

51.





Farbowanie materiałów.

W końcu  mnie wzięło , ale tylko eksperymentalnie i  dla siebie. W szafach zalegało parę metrów jedwabnej krepy. To właśnie  z niej uszyłam tunikę pod chałat, której brzeg wykończyłam ręcznym farbowaniem na zimno. Prostota tego zajęcia zachęciła mnie do dalszych działań. Zanim jednak wpadłam, że lepiej barwić metraż niż gotowe rzeczy, kolejna bluzka z krepy była gotowa.

Nie kupowałam  specjalnych barwników, wykorzystałam te, których używam do wełny i czesanki, bo jedwab doskonale przyjmuje kolory. W zbyt wysokiej temperaturze traci zresztą połysk.





Moja zabawa z farbami to nie  „eco deying”,  czy „ eco printing” tylko zwykłe farbowanie syntetyczne. Żeby jednak nie wyszło zbyt prymitywnie, postanowiłam wykorzystać technikę shibori polegającą na obwiązywaniu rury sznurkiem. Bardziej zaawansowane techniki shibori  wymagają pracowitych wiązań i przeszyć – a już w poprzednim poście umówiliśmy się, że to jednak nie moja bajka :)

Rury nie było, więc wykorzystałam wazon. Rozrobiłam kolory, które nie powalają, ale zdecydowałam, że będą takie, w których mi dobrze, a niestety, dobrze mi  w kolorach, które nie zachwycają. No, ale…





Obwiązałam wazon i zaczęłam pędzlowanie. Za późno się zreflektowałam żeby nie być zbyt dokładną, więc na dole bluzki w kolorach dzieje się niewiele, za to góra… góra mnie zachwyciła.



Wyszło z tego „ dziecko – kwiat” i mąż jak to ma w zwyczaju mocno się usztywnił, kiedy zobaczył produkt finalny. Nawet wyraził opinię, że akceptuje moje poszukiwanie stylu, tylko czy aby nie posunęłam się za daleko ;)? Definitywnie zmienił zdanie, kiedy mnie w tym zobaczył. Jest dobrze.


  
A tu detale, szwy i wykończenia.


W związku tym, że załapałam, o co w rolowaniu chodzi  i wiem, że pierwsze wyszło mi zupełnie nie tak, zafarbowałam nowy kawałek i dorobiłam jeszcze wełnę artystyczną i… będzie następna tunika :)



poniedziałek, 6 maja 2013

49.



Hayward by Julie Hoover. Nie od razu wiedziałam, że go chcę. Droga do niego była długa, bo prowadziła przez Still Light Tunic . Kto się domyśla, że najpierw zrobiłam Still Light, potem ją sprułam i wykonałam Hayward, domyśla się słusznie :)




Na sweter zużyłam  wełnę pokazywaną tutaj oraz   singla przędzionego metodą „ grubo – cienko” z przewagą cienko.




Model jest absolutnie fantastyczny, choć w moich melanżach gaśnie gdzieś jego prostota. Wiem. Szeroki, z mocno obniżonym raglanem. Cudnie „ załamuje się” podkreślając linię ramienia (wyraźnie to widać w oryginale). Mój sweter jest dłuższy  ( tułów i rękawy), ale kolejny  zrobię inaczej :)  Dużo też tukoloru w kolorze, choć „ na żywo” wygląda na bardziej zrównoważony. To zdecydowanie mój model i chyba tak łatwo się z nim nie rozstanę.




Model: Hayward by Julie Hoover

Wełna: ręcznie przędziony i farbowany merynos

Druty: 2,5

Zużycie: cca. 1400m.



*Kilka uwag o wełnie.

Jestem ogromnie zadowolona, że w końcu odważyłam się porządnie zahartować swoją nitkę. Dzianina jest miękka, ale wyraźnie widać, ze nie powinna łatwo się mechacić. Poza tym przetestowałam ją w pruciu  i jest lepiej niż dobrze.



Choć farbowane kłębuszki są przecudnej urody, zdecydowanie wolę nitkę z farbowanej czesanki. A jeszcze dokładniej z farbowanej czesanki uprzednio wymieszanej i gręplowanej tak jak np.  tu


Nie lubię singli w gładkiej dzianinie. Definitywnie. Nie ma znaczenia, czy robię je sama, czy kupuję. Nie lubię tego charakterystycznego rzędu słupków, jaki się tworzy . I nie powstaje on z przekręcenia nitki, bo wówczas rzędy dodatkowo skręcają, ale jest wynikiem urody wełny.  Nic ładnego w tym nie widzę.  Ale nie bójcie się, to nie jest zaraźliwe  :)

Zdjęcie pokazuje układ oczek singla,który doprowadza mnie do szału ;)
Niebieska wełna to wyrób komercyjny, zielona - moja, ręcznie przędziona.

środa, 22 sierpnia 2012

26

Farbowanie – cieniowanie

Całkiem niedawno na blogu Gosi vel   pimposhki można było poczytać o ręcznych sposobach farbowania wełny.  W jednym z akapitów Gosia zastanawiała się, czy możliwe jest barwienie jednego motka na różne odcienie  tak, by jeden przechodził w drugi.
Postanowiłam pomóc.

Można. Sprawa jest dużo prostsza niż wydawać by się mogło. Wymaga jedynie czasu i morza  cierpliwości .

Przepisy:

Sposób pierwszy: Cieniowanie w roztworze o jednakowym natężeniu barwy .

1.1   Dzielimy motek na ( np. ) trzy części. NIE PRZECINAMY. Każdą część zawiązujemy dokładnie w paru miejscach.  Dodatkowo całość ( trzy części ) zabezpieczamy raz jeszcze innym  kolorem  nici i wkładamy do moczenia. Obchodzimy się  z motkiem delikatnie, nie pierzemy go.  Chodzi  o to, by nie splątały się nam nitki!
1.2   Wyjmujemy mokry motek. Odsączamy. Przecinamy kolorowy sznurek i wkładamy do uprzednio przygotowanej kąpieli barwiącej. Wszystkie części.
1.3   Po zakończeniu barwienia czekamy aż całość ostygnie. Wyjmujemy motek i jedną z części już zafarbowaną , kładziemy na skraju  garnka lub  na przykrywce,  lub zawieszamy na nici podpiętej do wyciągu kuchennego. Dwie pozostałe  części buchty ( rozwinięty motek z luźnymi nitkami to buchta ) wkładamy ponownie do farbowania.
1.4   I ponownie. Po zakończeniu barwienia czekamy aż całość ostygnie. Wyjmujemy motek i drugą z części już zafarbowaną  na zdecydowanie ciemniejszy kolor, kładziemy na skraju  garnka, na przykrywkę lub zawieszamy na nici podpiętej do wyciągu kuchennego, gdzie mamy już część pierwszą.
1.5   Z częścią trzecią  postępujemy jak z  pierwsza i drugą.
1.6   Po zakończeniu farbowania całość  delikatnie płuczemy i pozostawimy  do wyschnięcia – BEZ PRANIA.
1.7   Przewijamy suchą buchtę na motowidło, związujemy i dopiero teraz dokładnie pierzemy. Suszymy i voila :)


Ten rodzaj barwienia daje wyraźne odcięcia koloru od koloru. Efekt jest  taki sam, jak barwienie trzech oddzielnych motków, które pokazywała Gosia w swoich zestawach fetyszowych,  z tym,  że tu mamy jedną  nić.

Wełna ręcznie przędziona , mieszanka wielbłąda z jedwabiem, farbowana w roztworze o jednakowym natężeniu

 
1.       Sposób drugi:  Cieniowanie w trzech roztworach o różnym natężeniu barwy.

1.1   Przygotowujemy trzy dokładnie takie same naczynia – np. trzy litrowe słoiki.
1.2   Rozrabiamy trzy roztwory tej samej barwy o różnym natężeniu – jasną, średnią i ciemną. Jak? Próbując i eksperymentując. Nie odważę się podać tu recepty typu: do pierwszego roztworu daj 1 gram proszku barwiącego, do drugiego 1,5 a do trzeciego 2 gramy – bo wszystko zależy od rodzaju wełny, tego, ile waży to,  co farbujemy i co najważniejsze , efektu jaki chcemy osiągnąć.
1.3   Dzielimy motek na ( np. ) trzy części. Każdą część zawiązujemy dokładnie w paru miejscach i wkładamy do moczenia. Obchodzimy się  z motkiem delikatnie, nie pierzemy go.
1.4   Wymoczone części delikatnie odsączamy i wkładamy  do słoików. Pierwszą część do pierwszego słoika, drugą do drugiego, trzecią do trzeciego.  Mieszamy!  Zostawiamy na chwilę,  mieszamy ponownie. Ważne:  nie wciskaj wełny do za małych naczyń.
1.5   Słoiki z wełną  wstawiamy do naczynia z wodą i wszystko pakujemy do piekarnika.
1.6   Nastawiamy temperaturę – ja nigdy nie barwię powyżej 90 stopni i czekamy aż wchłonie się cały barwnik.
1.7   Po zakończeniu farbowania całość  delikatnie płuczemy i pozostawimy  do wyschnięcia – BEZ PRANIA
1.8   Przewijamy suchą buchtę na motowidło, związujemy i dopiero teraz dokładnie pierzemy. Suszymy i voila J
Obie metody są wynikiem moich doświadczeń i sposobów na farbowanie małych ilości wełny oraz  tworzenie własnych, kolorystycznych  tęcz, pokazanych w książce „ Hand dyeing  „  Gail Callahan. Wymagają niezwykłej cierpliwości we wkładaniu i wyjmowaniu wełny z kąpieli i płukań, bo łatwo ją splątać. Wymagają też dokładnego zaplanowania , gdzie jaki kolor położymy.

 Jedwab tussah , ręcznie przędziony, farbowany w trzech roztworach o różnym natężeniu.  Dodatkowo chciałam zobaczyć, czy da się wyjść od szarego różu do szarego… ale byłam za delikatna i kolory na zdjęciu są prawie niewidoczne


 
Jedwab tussah, ręcznie przędziony , farbowany ręcznie w trzech roztworach o różnych natężeniu.

 
Milczę, wiem :)
Powodów jest klika. Poniżej zajawka  jednego z fajniejszych. Tka się.  Ale co i jak „ to już następną razą”. W każdym razie  tka się tanio, bo na patykach ;)