Zmierzch we wsi
Szpuleczki … niteczki
Nie za bardzo mam się czym chwalić. Wszystko w fazie „ kończę” lub „ nie podoba mi się” lub „ dajcie mi albo więcej czasu , albo dodatkową parę rąk”.
Pogoda mnie zabija. Gdyby nie zabawy z farbami, chyba bym umarła naprawdę. Nie pada, nie jest zimno, śniegu nie ma, ale słońca też, a jak się pojawia to po to, by zajść. Za dużo szarości . Nie podoba mi się, że czas tak szybko biegnie, bo nie wiem gdzie się spieszę, ale czuję, że nie zdarzę ;)
Przędę i już prawie, prawie mam tyle ile mi potrzeba. Będę robiła kardigany i nie chciałam niczego nieprzyzwoicie miękkiego. Dodatkowo zależało mi, by kolory były utrzymane w nucie „ wieś tańczy i śpiewa”, ale by nie waliły po oczach karminem, tylko karminem spowitym dymem, więc żeby nie dodawać sobie roboty, wybrałam runo, któro samo z siebie dymane barwy przyjmuje. Fajnie, że to, co się wie można przełożyć na działania. Wybór padł na Corriedale.
Szpuleczki mam zacne, przyjmują 200 gram ( same ważą koło 100 ) przędzy bez większych kłopotów, więc jak nawinę 5 to wiem, że kilogram za mną . Ale i tak się gubię i przysięgam sobie sama nie wiem, który raz, że zrobię piękne próbniki, zapiski, listy, terminarze, pędzę do miasta , kupuję kolejnego mol skina, a potem myślę, że jednak grzechem byłoby obciążać go taka ilością danych, wymyślam więc, co w nim namaluję i stawiam na półce z myślą – KIEDYŚ TO ZROBIĘ NAPRAWDĘ !
Bardzo lubię włóczyć się uliczkami Rouen, bo przy okazji wpadam do wszystkich możliwych sklepów z włóczkami. W końcu prządka nie samym przędzeniem żyje. W Phidarze pojawiło się wiele ciekawych dodatków w sam raz do męskich swetrów oraz równie ciekawy katalog.
I choć trochę rozczarowuje mnie skład tutejszych wełen ( prawie wszystko z syntetykiem ) modele jak najbardziej do wykorzystania. No a poza wszystkim, Pani z Phlidra pogratulowała mi bloga! Nie wiem jak na niego wpadła , ale wiedziała, że Polka, Normandia i wełna to ja. Bardzo to miłe i od razu jak w domu ;)
Madame, merci beaucoup!



