A voila!
Pasiak gotowy. Jaki jest, każdy widzi ;)
Wiem, wielki kwiat przydał mu ekstrawagancji i może być niestrawny . Nie bójcie się krytykować , ja tylko zapamiętam, kto :)
Kiedyś wspominałam o poszukiwaniu własnego stylu. Marnie mi to idzie, bo ciągle ląduję na półce z napisem: BEZPIECZNE – WYGODNE. Co prawda staram się już nie nosić dzianiny innej niż własna i wiem w czym mi dobrze, ale to ciągle nie styl. Nie jest to też tylko ubieranie, ale wciąż widać we mnie „ pańcię”, a „ pańci” nie znoszę. „ Pańcia „ trzymała mnie ryzach jakieś 40 lat, dbała o porządek i serweteczki, i cicho szeptała, że Angela M. nie musi być moim wzorem, ale jej zamiłowanie do porządku tak. Całkowicie zdominowała moje kozackie pochodzenie odziedziczone po ojcu, do tego tak stare, że strach mówić, a które nieustająco mi podpowiada, że galop na koniu to wolność ;)
Na galop za późno, choć ciągle nie wykluczam, ale na własne ekstrawagancje czas jest zawsze. Kwiat łamie paski, które po prostu mi się nie podobają i póki co, bawi mnie. Jest inspiracją kwiatów pokazanych przez Pradę w kolekcji wiosna - lato 2013. Atłasowe kwiaty Prady są cudne i naprawdę mnie zachwycają. Mam oczywiście przygotowaną bezpieczną formę ozdoby w postaci podłużnego, grubego, czarnego paska z jedwabiu, który mógłby te nieszczęsne paseczki przeciąć na środku przodu na pół, ale to bardzo surowe i przewidywalne rozwiązanie. Nie wiem, może zmienię. Na razie mam odwagę do noszenia tego.
Sweter jest oversize i wygląda dobrze od rozmiaru 38 do 48. Wełna to komercyjny singiel. Nic na dwa razy, ale też i do noszenia pod kurki i płaszcze. Będzie się mechacił, bo jest lekko skręcony. Już w trakcie wykańczania pojawił się na nim włosek ( ale z uporem maniaka powtarzam, mechacenie to dla mnie niewielka wada). Nie będę też go nosiła od świtu do nocy.
Wykonałam go w całości metodą „ na okrągło” aż do przeszyć na ramionach. Dekolt i podcięcia pach wycięłam , jak w swetrach fair isle. Brzegi każdego cięcia zabezpieczyłam tak, by znalazł się ów brzeg w „ dzianinowym ruloniku” . Zdjęcie poniżej pokazuje co i jak, bo niestety na kursik , czasu niet.
Ważne – rulonik musi być co najmniej o 1cm dłuższy od brzegu dzianiny jaki zakrywa. Inaczej będzie gruby! Grubość powoduje głównie za ciasny rulon, a nie trzy warstwy dzianiny, co widać na zdjęciach.
Najpierw wykonujemy plisy, łączymy je, a potem potrzebny kawałek dzianiny – dekolt lub rękawy. Jest z tym roboty od groma. Ilość oczek po obu stronach musi być równa ( co do joty) i miejsce łączenia obu plis dokładnie to samo. Inaczej plisa zacznie się kręcić.
Sweter wygląda rewelacyjnie od lewej strony przez co stał się dwustronny. Kształt swetra ( duży prostokąt z dziurami na ręce i szyję) to oczywiście żadna moja zasługa. To model wykorzystywany w krawiectwie ,a ostatnio dziewiarstwie bardzo, bardzo często. Moje są wyliczenia, wykończenia , kształt dekoltu. Jak widzicie kwiat też jest inspiracją, ale autorstwo całości przypisuję sobie.
O ile dobrze znoszę różne paski na rękawach i fakt, że się nie zgadzają, o tyle te przy dekolcie muszą się u mnie zgadzać. Niestety, muszą, bo Angela ciągle żywa ;) Kiedy są niesymetrycznie, coś mi się krzywi w głowieJ
No dobrze, dość. Bo choć sweter prosty jak parasol jest w nim parę smaczków, o którym mogę pisać i pisać.
Wzór: by fanaberia
Wełna: wolle rodel / 1800 m.
Druty: 2,5
Blogspot wycznia co chce z czcionką, kolorami i moją pracą nad wyglądem, więc jest jak jest.
Na kolor drugiego zdjęcia miała wpływ sąsiednia,mocno fioletowa ściana ;)
No i wybacznie mi dzisiejszą stylistykę. Mocno mnie też wiodło w tym poście w didaskalia - jak nic, jakaś zmiana czeka za drzwiami :)





